Jeszcze niedawno umawialiśmy się głównie na lunch, szybką kawę albo weekendowy brunch. Dziś niejednokrotnie pada propozycja: spotkajmy się na śniadanie! W dużych miastach poranny posiłek wyrósł na osobny styl życia. Śniadania są modne, fotogeniczne, miejskie i towarzyskie. Mają swoją estetykę, rytuały, stałych bywalców i wiernych fanów. Jedni wybierają małą śniadaniownię z kartą opartą na kilku autorskich pozycjach, inni oczekują szerokiego bufetu, który pozwala zacząć dzień dokładnie tak, jak lubią. Skala może być różna, ale jedno pozostaje niezmienne: śniadanie przestało być dodatkiem – coraz częściej staje się głównym powodem wizyty.
Choć śniadania kojarzą się z przyjemnością, lekkością i spokojnym początkiem dnia, od strony operacyjnej należą do najbardziej wymagających serwisów. Dotyczy to zarówno modnych lokali miejskich, jak i restauracji hotelowych, gdzie poranny bufet od dawna stanowi absolutną podstawę codziennego funkcjonowania. Między małą śniadaniownią a miejscem, które każdego ranka wydaje setki albo nawet tysiące śniadań, rozciąga się ogromna skala potrzeb. A jednak wszystkie te miejsca łączy jedno: bez sprawnie działającego zaplecza trudno mówić o naprawdę dobrym serwisie.
Poranek nie wybacza opóźnień
Śniadanie rządzi się własnymi prawami. Większość zamówień lub wizyt kumuluje się w krótkim przedziale czasu. Między siódmą a jedenastą trzeba działać szybko, powtarzalnie i bez potknięć. Goście wracają po dokładki, wymieniają talerze, sięgają po kolejne filiżanki, szklanki i sztućce. W bufecie rotacja naczyń jest wyjątkowo intensywna. To właśnie dlatego poranny serwis tak mocno obciąża zaplecze.
– Śniadanie wygląda lekko tylko z perspektywy gościa. Dla zespołu to jeden z najbardziej intensywnych momentów dnia – mówi Adam Kowalczyk, kucharz jednej z restauracji hotelowych w Trójmieście. – W krótkim czasie trzeba utrzymać świeżość bufetu, uzupełniać potrawy i jednocześnie zadbać o płynny obieg naczyń. Gdy zmywalnia nie nadąża, problem bardzo szybko widać na sali – brakuje talerzy, filiżanek i szkła, a cały rytm serwisu zaczyna się rozjeżdżać – dodaje.
Jak podkreśla Marcin Wajda, dyrektor komunikacji i marketingu Winterhalter Polska, poranny serwis trzeba dziś traktować całościowo: – Dostosowujemy nasze rozwiązania do pomysłów restauratorów, do ich skali działania i do kierunku, w jakim chcą rozwijać swój biznes. Innych narzędzi potrzebuje niewielki koncept śniadaniowy w centrum miasta, a innych duży obiekt obsługujący setki gości. Dla nas ważne jest jedno: mieć wszystkich na uwadze i proponować takie systemy, które realnie wspierają codzienną pracę.
Wiele światów na jednym blacie
Śniadanie jest jednym z najbardziej zróżnicowanych serwisów pod względem używanej zastawy. W krótkim czasie w obiegu znajdują się talerze płaskie i głębokie, miseczki na owsianki i jogurty, filiżanki do espresso i kubki do herbaty, szklanki do soków, kieliszki do wody, sztućce deserowe, małe łyżeczki, naczynia do ekspozycji i elementy bufetowe. Do tego dochodzą modne formy podania: słoiczki, małe miski, talerze brunchowe czy ceramika o nieregularnych kształtach. Tym samym zmywalnia śniadaniowa musi radzić sobie nie tylko z dużym wolumenem, lecz także z ogromną różnorodnością. Potrzebuje elastyczności, właściwie dobranych koszy, odpowiednich programów mycia, chemii i uzdatniania wody. Coraz więcej restauratorów patrzy więc już nie na samo urządzenie, ale na cały system. I słusznie, ponieważ w nowoczesnej gastronomii dobra zmywarka nie działa w oderwaniu od reszty procesu. Właśnie to systemowe podejście zwykle decyduje o jakości porannego serwisu. Powtarzalny efekt mycia oznacza mniejszy stres dla zespołu, większą płynność pracy i brak sytuacji, gdy sala czeka na czystą porcelanę, bo zaplecze nie nadąża za tempem śniadań.
Mała śniadaniownia, duże wyzwanie
Moda na śniadania najmocniej rozgościła się w miejskich restauracjach, bistrach i kawiarniach. To miejsca, które często mają świetny koncept, dopracowane menu i wiernych gości, lecz bardzo ograniczoną przestrzeń. Zmywalnia bywa tam ukryta na niewielkim zapleczu, a czasem niemal pod barem. W takich warunkach liczy się każdy centymetr. Dlatego tak duże znaczenie mają kompaktowe urządzenia podblatowe – mimo niewielkich rozmiarów potrafią pracować wydajnie. Dają małym lokalom szansę na utrzymanie wysokiego standardu bez konieczności rozbudowy zaplecza.
Od kilkudziesięciu do tysięcy śniadań
Na drugim końcu skali znajdują się duże bufety śniadaniowe, w których liczba naczyń jest liczona w setkach na godzinę. Tam potrzeby są zupełnie inne. Sprawdzają się rozwiązania kapturowe i przelotowe, utrzymujące stały rytm pracy i nadążające za bardzo wysoką rotacją zastawy. Jednak niezależnie od tego, czy mówimy o małym lokalu w centrum miasta, czy o rozbudowanym serwisie bufetowym, logika pozostaje taka sama: zaplecze musi być zaprojektowane adekwatnie do skali.
Eryk Jóźwiak, dyrektor ds. technologii i projektów Winterhalter Polska, zwraca uwagę, że nie istnieje jeden uniwersalny model dla wszystkich rodzajów bufetów śniadaniowych: – W gastronomii nie chodzi o to, by dopasować lokal do urządzenia, ale urządzenie do realnego rytmu pracy lokalu. Dlatego ogromne znaczenie mają rozwiązania customowe, skrojone do konkretnej skali i konkretnego typu serwisu. Dostarczamy odpowiednie rozwiązania – od kompaktowych, idealnych do małych przestrzeni, po zaawansowane systemy dla bardzo dużych bufetów.
Czystość, która buduje opinię
Poranny serwis ma jeszcze jedną cechę, która sprawia, że pozostaje wyjątkowo wrażliwym obszarem. To właśnie rano gość bardzo często wyrabia sobie opinię o miejscu. W hotelu śniadanie bywa wspominane dłużej niż sam pokój. W restauracji czy kawiarni śniadanie przeważnie staje się pierwszym doświadczeniem z marką. A pierwsze doświadczenia są bezcenne. W związku z tym tak ważna jest nie tylko jakość jedzenia, lecz także jakość całego otoczenia tego posiłku. Lśniące szkło, czysta porcelana, brak smug i osadów, szybka dostępność naczyń, sprawna praca zespołu, wszystko to składa się na poczucie, że lokal działa profesjonalnie. Gość może nie nazwać tego wprost, ale intuicyjnie wyczuwa różnicę między miejscem, które działa spokojnie i pewnie, a takim, które od rana gasi pożary. W tym sensie nowoczesna zmywalnia nie jest zapleczem od brudnej roboty – jest częścią doświadczenia gościa. Chociaż pracuje cicho, w tle, to jej wpływ na rytm śniadania, estetykę serwisu i odbiór całego miejsca pozostaje ogromny.
Tekst: Heidi Handkowska