Jarosław Walczyk: Szef kuchni przyszłości. Dlaczego technologia nie wygra z człowiekiem

Eksperci branży

Jarosław Walczyk: Szef kuchni przyszłości. Dlaczego technologia nie wygra z człowiekiem

Kiedy zaczynam rozmowę o przyszłości gastronomii, niemal zawsze słyszę to samo: AI, roboty, food tech, automatyzacja. Jasne, technologia zmienia nasz świat szybciej niż kelner znika z rachunkiem, a sam śledzę te zmiany uważnie i traktuję je poważnie, choć czasem mam ochotę schować smartfona do garnka z redukcją. Istnieje jednak pytanie, które zadaję sobie i innym szefom od lat – „jakimi ludźmi jesteśmy przy desce?”. Przyszłość szefa kuchni nie zaczyna się w 2030 r. – zaczyna się od tego, jak dziś traktujemy człowieka obok nas.

Etyka zawodowa to fundament, o jakim branża wciąż mówi za cicho. Pamiętam swoje pierwsze lata w kuchni. Krzyk był normą, a presja standardem. Przeżyłeś, byłeś dobry. Nie przeżyłeś, widocznie nie nadajesz się do zawodu. Tak działał system.

Dziś wiem, że to był błąd i nadal uważam ten sposób zarządzania za szkodliwy. Serio, nie da się ugotować dobrego zespołu na wysokim ogniu frustracji. Kultura osobista kosztuje, i to dosłownie. Rotacja personelu w polskiej gastronomii sięga 40-70 % rocznie. Rekrutacja i wdrożenie jednego pracownika to wydatek rzędu kilku tysięcy złotych, nie licząc tygodni obniżonej jakości. Toksyczna kultura pracy to nie problem HR, to pozycja w rachunku zysków i strat, która pojawia się z opóźnieniem, więc łatwo jej nie zauważyć.

Etyka zawodowa to konkretne wybory podejmowane kilkanaście razy dziennie, sposób, w jaki reagujesz na błąd młodego kucharza, to, czy chwalisz tak samo głośno jak krytykujesz, czy Twój nastrój o 16:00 zależy od tego, co zdarzyło się o 14:30. Kultura kuchni to nie to, co szef deklaruje w wywiadzie, a to, co robi, gdy myśli, że nikt nie patrzy. Wybitny kucharz i zły przełożony to nie jest kompromis, który branża powinna tolerować.

KULTURA OSOBISTA JAKO NARZĘDZIE ZARZĄDZANIA

 Kultura osobista szefa jest multiplikatorem wszystkiego, co dzieje się w restauracji, zarówno dobrego, jak i złego. W przestrzeni zamkniętej, pod presją czasu, każde zachowanie szefa jest obserwowane, interpretowane i kopiowane.

Jeśli rozwiązuję konflikty krzykiem, uczę zespół, że krzyk jest komunikacją. Jeżeli przyjmuję feedback bez defensywności, uczę ich, że błąd to informacja, nie powód do wstydu. Kuchnie z wysoką kulturą wewnętrzną produkują lepszą żywność, nie dlatego, że kucharze są bardziej utalentowani, ale dlatego, że pracują w skupieniu, a nie w lęku. Neurologia potwierdza to, co dobry szef wie intuicyjnie: że kortyzol i kreatywność nie współistnieją.

Styl przywództwa ma bezpośredni wpływ na rotację personelu, liczbę reklamacji i powtarzalność jakości. To twarde wskaźniki operacyjne, które można i trzeba śledzić, bo w Excelu, w przeciwieństwie do kuchni, nic się nie przypali, ale wszystko widać czarno na białym.

SZEF KUCHNI – ZAWÓD CZY FUNKCJA? AWANS, KTÓRY BYWA PUŁAPKĄ

 Branża rozmawia o tym temacie rzadko i niechętnie. Mianowicie, co dzieje się z kucharzem w momencie, gdy zostaje szefem kuchni? Uważam, że awans na szefa kuchni to często koniec kucharza. I nikt nie mówi o tym głośno.

Obserwuję to od lat. Kucharz z pasją i rękami pełnymi umiejętności awansuje. I nagle jego życie wypełniają zamówienia, grafiki, rozmowy z dostawcami, arkusze food costu i spotkania z właścicielem. Gotowanie, dla którego wszedł do kuchni, zwykle schodzi na dalszy plan, a potem znika niemal całkowicie.

Ciągle zadaję to pytanie: czy szef kuchni to zawód, czy funkcja? Zawód buduje się latami, ma swój rdzeń, rzemiosło, wrażliwość sensoryczną – trzeba ją stale ćwiczyć, bo inaczej się stępia. Funkcja to rola organizacyjna, można ją pełnić bez gotowania, bez codziennego kontaktu z surowcem. I tu pojawia się pułapka: branża skonstruowała ścieżkę kariery, w której awans oznacza odejście od tego, co się kocha.

Środowisko często patrzy z góry na szefów wracających za deskę, jakby zejście z pozycji dyrektora kuchni do linii było cofnięciem się. Uważam, że to jeden z najbardziej szkodliwych mitów w naszym zawodzie. Najlepsi szefowie, jakich znam i jakich obserwuję w środowisku, nie porzucają deski. Nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że rozumieją, że autorytet szefa kuchni pochodzi z rzemiosła, nie z tytułu. Zespół idzie za kimś, kto gotuje lepiej i stoi przy nim ramię w ramię w najtrudniejszych momentach serwisu, nie za kimś, kto siedzi w biurze i sprawdza raporty.

Nie twierdzę, że szef powinien gotować osiem godzin dziennie i ignorować zarządzanie. Twierdzę, że model, w którym awans oznacza całkowite oderwanie od rzemiosła, produkuje administratorów kuchni, nie jej liderów. Powrót za deskę to wyraz dojrzałości, nie słabości.

PRZYSZŁOŚĆ ZAWODU

 AI generuje receptury, analizuje food cost, optymalizuje menu pod marżę. Roboty zastępują kucharzy przy powtarzalnych procesach. Kucharz zakładający, że to go nie dotyczy, popełnia ten sam błąd co kierowca taksówki w 2014 r. (działalność Uberów).

Widzę jednak coś, czego algorytm nie zastąpi. Zaprojektuje danie o idealnym profilu smakowym, ale nie powie Ci, dlaczego to danie ma istnieć, co opowiada, komu jest dedykowane, skąd pochodzi. Goście coraz rzadziej płacą wyłącznie za właściwie zbilansowany posiłek. Płacą za doświadczenie, które coś im mówi o świecie i o człowieku, który gotuje.

Szef kuchni przyszłości to twórca narracji, ktoś, kto łączy precyzję techniczną z myśleniem konceptualnym. I żeby być tym twórcą, trzeba gotować. Aktywnie, regularnie, z rękami w surowcu, nie tylko wtedy, gdy trzeba zrobić show dla Instagrama.

Nowe pokolenie kucharzy przychodzi z innymi wartościami. Work-life balance to dla nich warunek brzegowy, nie kaprys. Sensowna praca bez permanentnej przemocy psychicznej, to rynek pracy w 2026 r. Szefowie, którzy to rozumieją, wygrywają w rekrutacji. Ci, którzy trzymają się „za moich czasów” przegrywają go systematycznie.

CO Z TEGO WYNIKA DLA RESTAURATORA?

Wiem, że czas restauratora jest drogi. Poniżej tylko konkrety – pięć działań, które można wdrożyć bez dodatkowego wsparcia i bez angażowania konsultanta. Dlatego nie piszę tu o wartościach, piszę o działaniach.

Sprawdź, kogo masz na kuchni – naprawdę. Nie CV, nie certyfikaty. Jak Twój szef zachowuje się pod presją, jak mówi o swoim zespole, gdy ten nie słyszy. Zapytaj kelnerów i pomoc ze zmywaka. Oni wiedzą więcej, niż myślisz. A czasem, niestety, mają lepszy słuch niż inspektor Sanepidu.

Zacznij mierzyć to, czego jeszcze nie mierzysz. Rotacja co kwartał. Czas wdrożenia nowego pracownika. Liczba reklamacji jakości dań. Regularność ocen w serwisach rezerwacyjnych, nie tylko średnia. Te liczby powiedzą Ci więcej o przywództwie na kuchni niż jakikolwiek wywiad z szefem.

Zapytaj swojego szefa kuchni, kiedy ostatnio gotował. Nie na bankiet, po prostu gotował, bo chciał. Jeśli długo się zastanawia, to ważna informacja. Szef, który przestał gotować, traci instynkt. A instynkt to jedyna rzecz, jakiej nie zastąpi procedura ani raport.

Inwestuj w kulturę tak samo świadomie, jak w sprzęt. Nowy piec kosztuje około 40 tys. zł, wpisujesz go w budżet bez pytań. Warsztaty z komunikacji kosztują 2 tys. zł i od razu pojawia się pytanie – „czy to konieczne?”. Jeden toksyczny szef może kosztować Cię kilkanaście tysięcy rocznie w samej rotacji, nie licząc strat jakościowych.

Porozmawiaj z szefem kuchni o przyszłości. Jakie procesy możecie zautomatyzować bez utraty tożsamości miejsca? Czy ma następcę i czy aktywnie go szkoli? Te rozmowy są niekomfortowe i dlatego większość restauratorów ich unika. To jedyne, które mają znaczenie strategiczne.

ZAWÓD SZEFA KUCHNI PRZEŻYJE

W swojej najlepszej formie odpowiada na potrzebę, której żaden algorytm nie zaspokoi, potrzebę bycia nakarmionym przez kogoś, kto rozumie, dlaczego jedzenie ma znaczenie. Ale żeby być tym kimś, trzeba gotować. Trzeba stać przy desce. Trzeba pamiętać, kim się było, zanim zostało się szefem.

Mój mentor Grzegorz Jóźwiak zawsze powtarzał – każdy może być kucharzem, lecz nie każdy panek kucharzem.

JAROSŁAW WALCZYK

Prezes Klubu Szefów Kuchni

www.klubszefowkuchni.eu

Doradca gastronomiczny

Oprac. red.

Udostępnij artykuł