Piotr Wódkowski: Grzechem jest nie spróbować dochodzenia swoich praw

Aktualności

Piotr Wódkowski: Grzechem jest nie spróbować dochodzenia swoich praw

Rozmowa z Piotrem Wódkowskim, radcą prawnym z Torunia, który zainicjował akcję #MecenasiGastro.

Heidi Handkowska: Wielu restauratorów wykluczonych i pominiętych w tarczach pomocowych wznowiło działalność po 18 stycznia, mimo zakazu działalności stacjonarnej. Czy sanepid nakładający kary finansowe ma podstawy prawne? Czy może wymierzać takie kary wielokrotnie za to samo wykroczenie?

Piotr Wódkowski: Sanepid ma podstawę prawną, ale jest ona wadliwa, przede wszystkim z uwagi na niezgodność z Konstytucją. Istnieje ustawowy przepis umożliwiający nakładanie kar administracyjnych za nieprzestrzeganie zakazu działalności stacjonarnej, jednak sam zakaz został nałożony rozporządzeniem, a zgodnie z Konstytucją tak daleko idące ograniczenia powinny być wprowadzane w drodze ustawy. Sędziowie, związani jedynie Konstytucją oraz ustawami, powinni odmawiać stosowania niekonstytucyjnego rozporządzenia i takie kary uchylać – nie potrzebują do tego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego stwierdzającego niekonstytucyjność rozporządzenia.

Czy restaurator powinien przyjąć taki mandat i podpisać protokół kontroli?

O przyjmowaniu mandatów oczywiście nie powinno być mowy, bo jest to odbieranie sobie narzędzi obrony – myślę, że nie wymaga to szerszego wyjaśnienia. Wiem, że część osób jest przekonana, że niepodpisanie protokołu kontroli ma jakąś magiczną moc i unieważnia całą kontrolę. To niestety nieprawda – jeśli nie podpiszemy protokołu, to po prostu inspektor odnotuje fakt odmowy jego podpisania. Uczestnicząc już w kilku kontrolach w otwartych wbrew zakazowi restauracjach widzę jednak sytuacje, w których ja sam odmówiłbym takiego podpisu. Chodzi o sytuacje, kiedy został złożony ważny i skuteczny sprzeciw wobec prowadzenia takiej kontroli, a mimo to inspektorzy odmawiają przerwania czynności kontrolnych, co jest ich obowiązkiem. Ryzykują jednak wtedy odpowiedzialnością karną. Zdecydowana postawa przedsiębiorcy i znajomość prawa, może tutaj skłonić kontrolerów do respektowania go.

Proszę o wypunktowanie najważniejszych zasad, o których muszą pamiętać restauratorzy, którzy po otwarciu biznesu zostaną skontrolowani przez policję lub sanepid. 

Niestety części metod na postępowanie w trakcie kontroli nie mogę zdradzić, bo są one skuteczne tak długo, jak pozostają wiadome wyłącznie osobom „po jasnej stronie mocy”. Dlatego dzielę się z nimi wyłącznie bezpośrednio z restauratorami oraz innymi prawnikami. Z rzeczy, o których mogę powiedzieć, to w trakcie kontroli trzeba wyczuć z kim ma się do czynienia – czy z służbistą, który wierzy, że stosując nielegalne przepisy robi dobrze, czy też z osobą przychylnie nastawioną do przedsiębiorców, która po cichu ich wspiera, ale robi „co każą”. Do tego należy dostosować nasze zachowanie w trakcie kontroli. Wobec tej drugiej kategorii osób powinniśmy zachowywać się bardzo przyjaźnie, a jeśli widzimy, że ta osoba nie chce nam zrobić krzywdy (i kontrola zmierza do wypisania protokołu, który nie będzie stwierdzał żadnych naruszeń), to można również odpuścić zwracanie uwagi na pewne formalne nieprawidłowości. Zalecam tutaj empatię.

Należy też zwracać uwagę na to, co znajduje się w protokole tj. czuwać nad tym, co odnotowuje kontrolujący i reagować na bieżąco, gdy źle odwzorowuje rzeczywistość. Warto też zadbać o dokładne odnotowanie wszelkich środków bezpieczeństwa przeciwepidemicznego zastosowanych w lokalu.

Niestety uważam też, że bezpieczniejszym rozwiązaniem jest posiłkowanie się różnego rodzaju „patentami” na otwieranie restauracji, zamiast robienia tego „wprost”. Jest to pretekst do zostawienia nas w spokoju przez tę część inspekcji sanitarnej, która jest przedsiębiorcom życzliwa. Może to niezbyt idealistyczne, ale dla mnie najważniejsze jest zapewnienie restauratorom możliwości jak najspokojniejszego zarabiania pieniędzy – w powszechny bunt przedsiębiorców, który sparaliżowałby sanepid niestety nie wierzę. Wymachiwanie Konstytucją to może i moralnie najczystsza metoda, ale niestety nieskuteczna wobec ludzi, którzy tylko wykonują rozkazy, często w obawie o utratę pracy.

Nie należy odpuszczać reżimu sanitarnego sprzed lockdownu – jest to rzecz w oczach kontrolujących, nawet przychylnie nastawionych do przedsiębiorców, praktycznie niewybaczalna. Należy też pamiętać o możliwości złożenia sprzeciwu wobec kontroli, np. z uwagi na brak powiadomienia o niej z wyprzedzeniem.

Wobec dynamiki zdarzeń trzeba jednak być do tego bardzo dobrze przygotowanym, aby zrobić to w „czasie rzeczywistym” i perfekcyjnie znać tę część przepisów prawa przedsiębiorców, która do kontroli się odnosi.

Czy restaurator może wygrać z sanepidem w sądzie, jeśli otrzymał karę np. za otwarcie lokalu gastronomicznego?

Oczywiście, że może i póki co zazwyczaj tak się dzieje.

WSA w Szczecinie uchylił nałożoną przez sanepid karę pieniężną w kwocie 10 tys. zł. na restauratora (sygnatura akt II SA/Sz 765/20). Czy ten wyrok może być traktowany jako precedens? Czy dotyczy tylko tej jednej, konkretnej sprawy? 

Choć w polskim prawie formalnego precedensu (tj. sytuacji, w której pozostałe sądy nie mogłyby orzec inaczej) nie ma, to czasami są wyroki o takim znaczeniu, że są tzw. precedensem de facto – czyli sądy niższe i tak stosują się w lwiej większości przypadków do wyroku sądu wyższego, mając świadomość, że w razie orzeczenia niezgodnego z przyjętym poglądem, będzie ono najpewniej podlegało zmianie lub uchyleniu, gdy rozpatrzy je sąd wyższy. Ale nawet i o takim precedensie mówić nie można, z dwóch powodów. Po pierwsze – ani ten, ani inny wyrok WSA korzystny dla przedsiębiorców, oparty na podobnym stanie faktycznym (w tym słynny wyrok ws. fryzjera z Opola), nie jest jeszcze prawomocny. Hurraoptymizm powinien też ostudzić wyrok WSA w Bydgoszczy z dnia 17 listopada 2020 r. (sygnatura akt II SA/Bd 834/20), w którym sąd oddalił skargę przedsiębiorcy, przyjmując „rządową” linię argumentacji, którą można streścić w słowach „nie czas na Konstytucję, gdy szaleje epidemia”.

O precedensie będziemy mogli mówić najwcześniej, gdy Naczelny Sąd Administracyjny rozstrzygnie pierwszą skargę kasacyjną od jednego z wyroków WSA dotyczącą ogólnie mówiąc sankcji za nieprzestrzeganie przepisów co do zamknięcia poszczególnych branż. Nie jest tutaj istotne, czy jako pierwsza zostanie rozpoznana sprawa „gastronomiczna”, czy też dotycząca innej branży, bowiem problem prawny jaki należy rozwikłać, jest praktycznie wszędzie taki sam. Uważam, że tutaj piłka jest cały czas w grze i wydarzyć się może bardzo dużo, łącznie z politycznymi naciskami na NSA.

Po wielu miesiącach wegetacji, a raczej walki o przetrwanie, przedsiębiorcy z branży HoReCa, najbardziej dotknięci skutkami restrykcji związanymi z pandemią COVID-19 coraz częściej decydują się na złożenie pozwu przeciwko Skarbowi Państwa. Złożenie pozwu o odszkodowanie może odbyć się na dwa sposoby – poprzez pozew indywidualny albo pozew grupowy – które rozwiązanie będzie korzystniejsze?

Niektórzy hasło „pozew zbiorowy” traktują jako takie magiczne zaklęcie, które jest jakimś „lepszym” sposobem dochodzenia roszczeń, a każdy, kto miałby być zbiorowo pozwany, drży na samą myśl. Wcale tak nie jest. Sprawa jest dosyć prosta – zaletą pozwu zbiorowego są niewątpliwie niższe koszty, a jego wadą jest o wiele dłuższy czas rozpatrywania sprawy. Każdy musi sam rozważyć, co jest dla niego ważniejsze. Osobiście nie jestem zwolennikiem pozwów zbiorowych.

Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej poinformowała, że uruchomiony został proces przygotowania największego w historii Polski pozwu grupowego przeciwko Skarbowi Państwa. Branża gastronomiczna planuje złożyć pozew na początku drugiego kwartału 2021 r. Od sądu oczekuje rozstrzygnięcia, że Skarb Państwa powinien zapłacić firmom odszkodowania. Czy taki pozew będzie zasadny?

To czy pozew jest zasadny, a to jaki będzie wyrok to poniekąd dwie różne sprawy. Moim zdaniem bezprawność zamknięcia gastronomii jest dość oczywista, a i podstawy prawne dochodzenia odszkodowania również istnieją. Jednak paradoksalnie, to nie prawo może tutaj mieć rozstrzygające znaczenie, a polityka. Po pierwsze – po powoływanym przeze mnie wyroku WSA w Bydgoszczy widać, że jakby to źle nie brzmiało, sądom zdarza się nie przejmować prawem. Trzeba mieć świadomość, że sędziowie nie są obecnie zupełnie wolni od nacisków, np. ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości. Druga sprawa, to zabiegi ze strony Prezesa Rady Ministrów oraz Marszałka Sejmu w postaci skierowania wniosków do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie niezgodności z Konstytucją przepisów umożliwiających pozywanie Skarbu Państwa, których celem jest stwierdzenie, że żaden sąd nie będzie mógł samodzielnie w sprawie o odszkodowanie na skutek wydania bezprawnego aktu, stwierdzać niezgodności przepisu z Konstytucją, a powinien pytać o zdanie Trybunału Konstytucyjnego. Ich celem jest czasowe sparaliżowanie lub uniemożliwienie dochodzenia odszkodowań w ogóle. Pomimo daleko posuniętej zależności TK od obozu rządzącego, niekoniecznie musi się to udać. W każdym razie uważam, że grzechem jest nie spróbować dochodzenia swoich praw wobec tak jawnych naruszeń prawa.

Akcja #MecenasiGastro – prawnicy w kilku miastach Polski dyżurują w otwartych mimo zakazów restauracjach i pomagają właścicielom, gdy zjawi się kontrola sanepidu.