Advertisement
Sztuka malowana czyli kuchnia i tatuaż

Aktualności

Sztuka malowana czyli kuchnia i tatuaż

Tatuaże (nazwa od samoańskiego słowa „tatau”) znane już były w czasach starożytnych. Prawdopodobnie do Europy przybyły od plemion indyjskich. O trwałych obrazach na skórze starożytnych plemion Brytanii pisał już Pomponiusz Mela, rzymski geograf, żyjący na przełomie dziejów. Były także rozpowszechnione w kulturach polinezyjskich. Początkowo wykonywane były w całkiem inny sposób. Dopiero pod koniec XIX w. Samuel O’Reilly wynalazł pierwszą maszynką do tatuowania, dzięki której stało się to szybsze i mniej bolesne dla „pacjenta”.

W Europie Zachodniej kilkanaście procent społeczeństwa posiada tatuaż. W Polsce znacznie mniej, ale ten odsetek rośnie. Zaciera się stereotyp wytatuowanego człowieka identyfikowanego z mroczną przeszłością. W dzisiejszym świecie istotnie też zmieniła się funkcja symboliczna tatuaży – już niekoniecznie przyporządkowane są konkretnej subkulturze. Jedni twierdzą, że tatuaże są tylko modnym dodatkiem, inni przypisują mu głębsze znaczenie psychologiczne. Permanentny charakter tatuażu oraz silny ból, który towarzyszy procesowi jego tworzenia, niektórym osobom pozwala poradzić sobie z traumatycznymi doświadczeniami życiowymi.

POWODY

Istnieją trzy podstawowe motywy, które skłaniają ludzi do umieszczania malowideł na swoim ciele. Pierwszy – estetyczny: „podoba mi się, jak to wygląda, chciałbym mieć taki wzór na swoim ciele” Drugi – indywidualny: „chciałbym wyrazić siebie lub upamiętnić to zdarzenie”. Trzeci – społeczny: „chciałbym pokazać przynależność do grupy, być taki, jak moi przyjaciele”.

W każdym z nas istnieje potrzeba (choć bardzo często podświadoma), by dostarczać ludziom informacji na nasz temat. Dotyczy to również skrajnych introwertyków, którzy są skryci i nie pokazują innym swoich uczuć. Zatem ubiór, dodatki, ozdoby – cały nasz wygląd ma ułatwić innym zrozumienie, jakimi ludźmi jesteśmy. Aby jeszcze silniej zaakcentować to, co lubimy, co kochamy, co nas intryguje, i to, jaką postawę przyjmujemy, a nawet to, jakiej orientacji seksualnej jesteśmy – chcemy „wyryć” to na naszym ciele. Tatuowanie jest silnie związane z naszą tożsamością osobistą – mówi Krzysztof Zamczyk, ze Świętokrzyskiej Fundacji Szefów Kuchni i Kucharzy, właściciel bloga wiemcogotuje.pl.

Tatuaż stał się formą ekspresji, sposobem zaznaczenia własnego „ja”. To również mocne oświadczenie o swoim istnieniu w zawodzie. Kuchnia najczęściej jest polem walki zdominowanym przez mężczyzn. Tu soczyste przekleństwo staje się przecinkiem w natłoku emocji, kotłujących się w trakcie długich godzin pracy. Kucharze często żyją na krawędzi, więc siłą rzeczy tatuaż coraz częściej staje się czymś naturalnym.

Tatuaże niczym DNA naszej przeszłości oplatają ręce, nogi, plecy, a nawet całe ciała ludzi pracujących w gastronomii; dotyczy to zarówno mężczyzn, jak i kobiet – przekonuje Krzysztof Zamczyk. Tatuaż jako ostateczna forma autoekspresji uważnemu obserwatorowi może bardzo wiele powiedzieć o właścicielu. Wiele elementów widniejących na skórze wiąże się z produktami i ulubionymi daniami, narzędzia mi pracy, schematami cięcia mięs, babeczkami, ciastami, warzywami. Popularnymi wzorami są noże albo w ogóle sprzęt kuchenny, np. łyżki czy trzepaczki. Równie częste wzory to sentencje, portrety, motywy religijne, plemienne czy kulturowe, zwierzęta, wzory magiczne i duże struktury geometryczne. Ilu kucharzy, tyle pomysłów. – Dla każdej osoby, która ma tatuaż, ma on znaczenie szczególne. Nasze ciało staje się płótnem, na którym zapisujemy naszą historię (często bardzo trudną). Tatuaż jest też pewnym przypomnieniem o przeszłości oraz drogowskazem na dalsze życie. Gotowanie – tak jak tatuaże – jest formą sztuki, więc czy to przypadek, że te dwie formy wyrazu własnej osobowości się do siebie przyciągają? – pyta retorycznie.

MALOWIDŁA

Odkąd pamietam, zawsze podobały mi się tatuaże i wiedziałem, że jak dorosnę, będę miał ich dużo. Pierwszy zacząłem projektować w wieku 15 lat, ale wykonałem go dopiero w wieku 22 lat. Chyba urodziłem się z pasją do tatuaży – mówi Sebastian Schrom, szef kuchni restauracji La Rossa w Oświęcimiu. Na swym ciele zdążył umieścić wiele motywów. Każdy jest czemuś lub komuś poświęcony. – W życiu zawodowym, jak i prywatnym, miałem kilka lat pełnych różnych zawirowań. Na swoim ciele udokumentowałem całą swoją historię – wzloty, upadki, przemiany i straty – wszystko – dodaje.

Kilka motywów nawiązuje do jego pasji zawodowej. Na dłoni widnieje nóż szefa kuchni, a na przedramieniu sentencja, którą jako bezkompromisowy szef kuchni bardzo często kieruje się w swoim kulinarnym królestwie – „Aut Mors Aut Victoria”, czyli „Śmierć albo zwycięstwo”.  Krzysztof Zamczyk, pierwszy tatuaż zrobił w wieku 19 lat. Każdy wzór na jego ciele (ma wytatuowane oba ramiona od nadgarstków po łokcie i jedną nogę) jest związany z życiem. Najczęściej upamiętnia jakiś zwrot. Kto zna mnie bardzo dobrze, po tatuażach domyśliłby się, jakie przełomowe momenty uznałem za ważne, co mnie zmieniło i ukształtowało. Co spowodowało, że jestem tym, kim jestem – mówi.

Wytatuowane obrazy dotyczą wykonywanej profesji, filozofii życiowej, religii. Marcin Kaczmarek-Pielin, organizator konkursu Master Chefs 4 Dogs, pierwszy tatuaż zrobił zaraz po 18. urodzinach.

Z tego co pamiętam, już od najmłodszych lat obiecywałem w rodzinnym domu, że chcę być cały wytatuowany. Każdego z nas ciągnie w jakimś kierunku, a mnie zawsze kręciły rysunki i komiksy. Pewnie te utrwalone na skórze wydawały się fajniejsze – opowiada pan Marcin. Większość jego tatuaży stanowią motywy komiksowe, ale jest też kreskówka wersja jego żony Asi oraz psa Fuksa. Ostatni motyw ma związek z pracą – to warzywa na prawej dłoni. Dodatkowo wokół podobizny żony umieścił warzywa, owoce i sery.

Dla mnie tatuaż wiąże się zawsze z czymś wyjątkowym, przeżyciem pewnych wydarzeń. Jest symboliką spraw, które wydarzyły się w moim życiu lub też są wyrażeniem części mojej bieżącej egzystencji – mówi Ernest Jagodziński, szef kuchni poznańskiej restauracji Autentyk – kuchnia i ludzie.

Pierwszy motyw na skórze pojawił się po narodzinach córki. Z czasem pojawiły się imiona wszystkich dzieci. Jest też słońce i motyl, stanowiące jedność. Trzeci obraz to nóż, a na ostrzu wizerunek rąk, które kroją. Ostatni tatuaż jest wyrażeniem mojej pasji, jaką jest kuchnia. Myślę, że to nie ostatni motyw z nią związany – mówi Maciej Rosiński, szef kuchni restauracji Affogato w Łodzi, pierwsze skórne malowidło umieścił wiele lat temu. Stanowią je trzy rybki z okładki albumu zespołu Three Fish. – Tak jak inne tatuaże nawiązują do mojej drugiej pasji, czyli muzyki. Nie posiadam natomiast żadnych związanych w wykonywanym zawodem – zapewnia.

RYZYKO ZAWODOWE?

Mimo rosnącej akceptacji, Polacy różnie oceniają tatuaże. Czy pokazywanie ich nie wpływa na zachowanie gości, nie zniechęca ich? A może przełożeni niechętnie patrzą na „wymalowanych” pracowników?

W moim odczuciu oznaką zmian w podejściu świata do ludzi z tatuażami są zmieniające się standardy klasyfikacji pracowników. Kiedyś posiadanie tatuażu oznaczało, że człowiek mógł być postrzegany jako ktoś gorszy, niebezpieczny, pochodzący z marginesu społecznego, jednak rosnąca popularność trwałych obrazów na skórze wśród braci kucharskiej spowodowała u wielu pracodawców zmianę nastawienia. Jeśli jakieś lokale w trakcie rekrutacji skreślały osobę z tatuażami, na własne życzenie pozbawiały się możliwości pracy z utalentowanymi kucharzami, a co za tym idzie – pozycja rynkowa tych lokali z powodu myślenia stereotypami kulturowymi mogła ulec osłabieniu – uważa Krzysztof Zamczyk.

A co z restauracyjnymi gośćmi?

Nigdy nie spotkałem się z ich złym nastawieniem. Często tatuaże są tematem naszych rozmów, które potrafią trwać bardzo długo. Jeżeli chodzi o znajomych, to podejście zawsze było bardzo dobre. Z dalszym otoczeniem bywa już różnie, niemniej częściej spotykam się ze spojrzeniami wywołanymi zachwytem, ale skłamałbym mówiąc, że nie spotykam spojrzeń pytających „jak można się tak wymalować” – mówi Sebastian Schrom.

Podobnie do tematu podchodzi Ernest Jagodziński. W obecnych czasach tatuaże nie przeszkadzają gościom. Nie oceniają nas powierzchownie, tak jak książki nie ocenia się po okładce. Ważne, jaką osobą jestem na co dzień, jak pracuję, jaką kulturę prezentuję, czy potrafię się odnajdywać się w różnych sytuacjach – mówi pan Ernest. Jak twierdzi, nie odczuł też negatywnych reakcji znajomych. Zarówno dla gości, jak i przyjaciół, jest tą samą osobą, co przed umieszczeniem na sobie tatuaży.

Wiele osób się tatuuje. Z tego względu posiadanie obrazka na skórze przestało być uznawane za sensację, coś szokującego. Moi goście najczęściej na tatuaże reagują z aprobatą, wręcz interesują się nimi – mówi Maciej Rosiński.

Nieco inaczej kwestię widzi Marcin Kaczmarek-Pielin. Kompletnie mnie nie interesuje, czy jakikolwiek gość restauracji ma problem z moimi tatuażami. To jego sprawa, nie moja. Większość moich znajomych posiada przynajmniej jeden tatuaż, zatem nie mają z tym problemu. Największym wyzwaniem było przekonanie rodziców – twierdzi.

SZTUKA I CO DALEJ?

Wszyscy powyżsi bohaterowie z pewnością w stopniu nieprzeciętnym opanowali sztukę kulinarną. A czy tatuowanie też można określić mianem sztuki i czy pasuje w kuchni?  Oczywiście, że tak. Wyrażam siebie zarówno przez talerze i to co na nich się znajduje, jak również przez tatuaże. Tatuaż to sztuka, a więc z powodzeniem może wspierać inne jej odłamy – uważa Sebastian SzromJak każda sztuka tatuaż potrzebuje artysty, tak też jest w kuchni. Na co dzień w restauracjach łączymy wiele sztuk, tj. malarstwo, rzeźbę, poezję, architekturę. Doszedł tatuaż. To wszystko tworzy jedność na naszych talerzach – dodaje Marcin Kaczmarek-Pielin. Tatuaż – podobnie jak przygotowywanie potraw – jest sztuką wyrażania siebie, dlatego świetnie koegzystuje z naszą branżą. Kucharze oraz szefowie kuchni traktują swój zawód jako pasję i styl życia. Tatuaże stają się w naszej subkulturze czymś nieodzownym, wyrażaniem tego, co dla nas ważne, czyli kuchennej pasji – przekonuje Ernest Jagodziński. Wtóruje mu Michał Rosiński, dodając, że tatuaże są sztuką wyrażenia własnej osobowości, a to, że znajdują się na ciele, oznacza, iż towarzyszą ich posiadaczom wszędzie, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Jeżeli już ktoś zrobił tatuaż, będzie je robił dalej i tak jest ze mną. Chodzą mi po głowie pewne wzory, ale na razie czekam, aż dojrzeją w moim sercu. Trudno to wytłumaczyć, jednak zanim się wykona kolejny motyw, trzeba go wcześniej poczuć. Wtedy nigdy się nie będzie żałować decyzji – mówi Krzysztof Zamczyk. Pan Marcin planuje, że wytatuuje całe ciało oprócz twarzy. Jak zrobisz pierwszy, chcesz zaraz następny. Tak jest ze mną. Niemniej jestem cierpliwy, ponieważ tatuaże są pewną symboliką mojego życia i tego co dla mnie ważne, dlatego skrupulatnie dobieram wzór i czas, kiedy go na sobie namaluję – mówi Ernest Jagodziński. Podobnie Sebastian Schrom, który nie planuje kolejnych tatuaży. Uwiecznia na swoim ciele wyłącznie ważne wydarzenia i doświadczenia. Jeżeli coś takiego nastąpi, z pewnością znajdzie się w jego prywatnej galerii.

Autor: Rafał Boruc