Z Michałem Bałazy, który gotował dla następców tronów i sportowców, o wypełnianiu przez niego roli Ambasadora Kulinarnego Polski na co dzień i podczas wyjątkowych okazji rozmawia Beata Marcińczyk.

Z Michałem Bałazy, który gotował dla następców tronów i sportowców, o wypełnianiu przez niego roli Ambasadora Kulinarnego Polski na co dzień i podczas wyjątkowych okazji rozmawia Beata Marcińczyk.



Beata Marcińczyk: Czy może Pan podać pełne brzmienie tytułu, który Pan otrzymał i którym posługuje się Pan w branży?



Michał Bałazy: Oczywiście że tak. Pomysł stworzenia instytucji Ambasadora Kulinarnego Polski urodził się w głowach kilka organizacji społecznych, z którymi od lat współpracuję. Ponieważ ze względów statutowych możliwe było funkcjonowanie w ramach jednej z nich zostałem poproszony o przyjęcie tytułu  Ambasadora Kulinarnego  Polski przy Polskim Związku Bassebalu i Softballu. Ze względów praktycznych posługuję się skróconą wersją tytułu.



B.M.: Gdy ktoś stosunkowo młody otrzymuje taki tak prestiżowy tytuł to jest to zawsze komentowane przez środowisko, czasem dobrze, czasem źle… Jak Pan to znosi, zwłaszcza przytyki? Jak ten tytuł Ambasadora Kulinarnego pomaga w karierze?



M.B.: Niewątpliwie jest to ogromny zaszczyt, na który zapracowałem zarówno jako kucharz i szef kuchni, jak i fanatyczny miłośnik regionalizmu w pojęciu mikro i makro. W mojej ocenie honor ani nie pomaga ani nie utrudnia mojej pracy. Wielu kucharzy podczas rozwoju kariery otrzymuje różnego rodzaju tytuły, honory, odznaczenia to elementy dostrzeżenia naszej pracy w szeroko pojętym aspekcie. Przytyki? Tych, którzy nie potrafią pogodzić się z tą sytuacją mogę wymienić na palcach jednej ręki i, proszę mi wierzyć, nie jest to nikt istotny w branży kulinarnej. Pozostali, bardzo mocno mnie wspierają i, jak sami piszą, są dumni, że to właśnie ja reprezentuję kraj podczas wielu wydarzeń kulinarnych i kulturalnych odbywających się na arenie Europy.  Moje "ambasadorownie" to tak naprawdę nic innego jak godne reprezentowanie Polski, jej wartości, kultury i dorobku kulinarnego podczas wydarzeń kulturalnych - staram się wywiązywać ze swojej roli najlepiej jak potrafię.



B.M.: Zawodu uczył się Pan od najlepszych polskich kucharzy, pracował Pan w Czechach, ale karmił przedstawicieli także wielu innych nacji. Gdzie i dla kogo serował Pan kuchnię polską?



M.B.: Moja przygoda z gotowaniem zaczęła się stosunkowo wcześnie. Pracuję w zawodzie od kilkunastu lat. W tym czasie miałem przyjemność przygotowywać posiłki dla dziesiątek gości restauracji, przygotowywać bankiety, brunche dla tych mniej i bardziej znanych. Od kilku lat prowadzę VIP-room Jeździeckich Mistrzostw Gwiazd, które corocznie odbywają się w Pałacu w Zakrzowie, w tym samym Zakrzowie, w którym gościliśmy następcę tronu Bahrajnu - Szejka Naserra Bin Al Kalifę. Przygotowywałem dania podczas Diamentowego Jubileuszu Jej Wysokości Królowej Elżbiety II, stworzyłem deser dla córki księcia i księżnej Cambridge - Charlotty Elizabeth Diany, gotowałem dla księcia Francesca dal Borgo, jestem chefem cateringu podczas Turniejów Polo książąt Czartoryskich, mojej kuchni kosztują prezydenci, premierzy, ambasadorowie. Gotuję w Austrii, Niemczech, Czechach, na Węgrzech, a ostatnio podczas kolacji narodów, wraz z szefem kuchni Stałego Przedstawicielstwa RP przy UE, Tomaszem Dudą, przygotowywałem dania świąteczne dla mieszkańców Brukseli oraz kolację wigilijną dla Ambasadora RP - Marka Prawdy, szefa Stałego Przedstawicielstwa RP przy UE.



B.M.: Jest z Pana niespokojna dusza. Podobno ma Pan też przezwisko „Konferansjer”. To chyba trafne określenie? Prowadzi Pan wiele konkursów kulinarnych, tworzy vlog z podróży – także kulinarnych, współorganizuje spotkania branżowe. Czym jeszcze zajmuje się Pan na co dzień?



M.B.: Spotkało mnie w życiu ogromne szczęście. Chyba nawet nie spodziewałem się, że los tak pięknie otworzy się na skromnego chłopaka z Jastrzębia. Łączę dwie największe pasje - kontakt z ludźmi i gotowanie. Na co dzień zajmuję się doradztwem kulinarnym w Kompleksie Dąbrówka w Jastrzębiu. Pomagam układać kartę, dbam o jakość serwowanych dań i przygotowywanych cateringów. Nie da się ukryć, że wraz z podjęciem tej współpracy rozpocząłem wypełnianie pewnej misji. Misji kulinarno - kulturalnej. Poza dniami tematycznymi (podróże po świecie muzyki, sztuki i kuchni), już wkrótce uruchomimy tematyczne śniadania a także spotkania z wartościowymi autorytetami w różnych dziedzinach życia. W marcu Gościem kompleksu będzie na przykład mój serdeczny przyjaciel Giancarlo Russo.

Poza działaniami typowo doradczymi, prowadzę warsztaty kulinarne, a i sam cały czas się uczę i, co pragnę podkreślić, cieszę się, że otaczam się twórcami kuchni, którzy nigdy nie odmawiają mi wsparcia i pomocy. To najcenniejsza rzecz w branży.



B.M.: Jest Pan przykładem „chłopaka z Jastrzębia”, który robi karierę. Już teraz podniósł Pan wysoko swoją życiową poprzeczkę. Co ma Pan w najbliższych planach?



M.B.: Sytuacja zmienia się z dnia na dzień. Mam duże szczęście do poznawania sprzyjających mi ludzi. Dostaję od nich kredyt zaufania, który... bardzo szybko spłacam. Już teraz wiem, że czeka mnie kilka festiwali kulinarnych, duże wydarzenia międzynarodowe, mój coroczny festiwal - Kreacje Smaku z Michałem Bałazy  i oczywiście to, co teraz najbliższe sercu, marcowy zlot miłośników kuchni - Brać kucharska pod Nosalem.

Mój kalendarz zapełnia się każdego dnia. Mam bardzo dużo pracy, gdyż zamiast drwienia z kolegów czy koleżanek z branży, staram się budować mosty, tworzyć relacje, prawdziwe relacje, oparte na wzajemnym szacunku. Niestety, część z nich nie wytrzymuje próby czasu, ale jest to też doskonała weryfikacja prawdziwości ludzi, z którymi pracuję. 



fot. Kasia Bilik




Najpopularniejsze