Jest takie miejsce, gdzie atmosferę i rytm pracy dyktują żywioły. Bezchmurna pogoda pozwala cieszyć oko zachodami słońca i wygwieżdżonym niebem nad Bałtykiem. Natomiast silny wiatr i wzburzona woda, uderzając z impetem o ściany kawiarni pokazują groźne oblicze morza.

 

Molo jest jedną z ważniejszych atrakcji turystycznych Kołobrzegu, która przyciąga tłumy turystów, wczasowiczów i kuracjuszy. Pierwszy pomost został zbudowany w 1881 r., jednak nie przetrwał niszczycielskiego czasu II wojny światowej. Współcześnie istniejąca konstrukcja została oddana do użytku w 1971 r. Kiedy pięć lat temu zakończył się długo wyczekiwany remont mola, w projektach przewidziano lokal gastronomiczny.
Niezwykłemu wyzwaniu otwarcia kawiarni na dwupoziomowej głowicy wieńczącej ponad 200 metrowy pomost, znajdujący się około 4,5 metra nad poziomem morza stawili czoła Alicja i Ryszard Pileccy.


– Sezon w Kołobrzegu trwa właściwie przez cały rok, jest to niezwykle popularna miejscowość nadmorska o charakterze uzdrowiskowym, sanatoryjnym oraz wypoczynkowym. Od kilku lat kurort upodobali sobie obcokrajowcy, a w szczególności nasi zachodni sąsiedzi.
Dlatego początkowe plany otwarcia jedynie wakacyjnej kawiarni uległy modyfikacji. Jedyną przeszkodą w prowadzeniu działalności okazała się pogoda. Podczas niewielkich sztormów, siedzenie niejako wewnątrz głowicy mola, które pod wpływem silnych uderzeń wody pracuje oraz przelewające się przez górny taras fale wywołują niesamowite wrażenia. Niestety nie zawsze możemy otworzyć kawiarnię ze względów bezpieczeństwa – tłumaczy właściciel tRio Molo Cafe.
Na zewnątrz, na tarasie osłoniętym markizami, na krzesełkach przy stolikach i wygodnych leżakach jest miejsce dla około 200 gości. Natomiast pod górnym tarasem znajduje się wąska przestrzeń osłonięta przeszkleniem, gdzie rozszalałe morze w czasie gorszej pogody może podziwiać około 50 osób.
Kawiarnia zaprasza od godziny dziewiątej, a kończy pracę późną nocą. Pierwsi odwiedzający zamawiają przede wszystkim poranną kawę, którą delektują się nasłuchując szumu fal.
Wraz z upływem dnia goście chętniej sięgają po słodkie desery i orzeźwiające napoje, a wieczorem królują drinki. W menu kawiarni znajdują się świeżo wypiekane ciasta pochodzące od lokalnego cukiernika. Popularnością cieszą się zwłaszcza sernik i tarta jabłkowa podawane z kleksem bitej śmietany i dekoracją ze świeżych owoców. Bardzo dobrze sprzedają się desery lodowe w różnych kompozycjach z bitą śmietaną, świeżymi owocami i bogatą ofertą dodatków.
– Lody zamawiamy u pana Trzcińskiego, który produkuje je według własnych receptur już od ponad 40 lat. Serwujemy szeroki wybór smaków klasycznych i nowoczesnych, jak na przykład karmel z solą. Jednak z moich obserwacji wynika, że większość gości preferuje tradycyjne smaki lodowych deserów – mówi Ryszard Pilecki.
Z karty napojów goście zamawiają kawy i herbaty, napoje gazowane, soki ze świeżo wyciśniętych owoców, a także modne ostatnio piwa z zerową zawartością procentów oraz bezalkoholowe warianty koktajli. Amatorzy mocniejszych trunków wybierają z długiej listy napojów przygotowywanych na bazie różnych alkoholi. Latem szczególnym uznaniem cieszą się orzeźwiające propozycje, jak na przykład pochodzący z Kuby limonkowo-rumowy drink mohito lub modny włoski koktajl na bazie wina prosecco pod nazwą aperol spritz. Hitem zimniejszych miesięcy jest grzane wino, które właściciel serwuje według autorskiego przepisu, wzbogacając napój różnymi dodatkami, m.in. kardamonem, suszoną śliwką, suszonymi cząstkami jabłka.
Właściciele starają się pozytywnie zaskakiwać gości dlatego zwłaszcza latem często organizują imprezy i koncerty. Ryszard Pilecki prowadzi warsztaty kulinarne, podczas których gotuje z zaprzyjaźnionymi kucharzami i częstuje lokalnymi przysmakami. Propagując kuchnię nadbałtycką, chce z jednej strony zachęcić do jedzenia niedocenianych jego zdaniem ryb pływających w Bałtyku, a z drugiej strony pokazuje, że gotowanie może być zabawą. Udowadnia, że zwykła ryba w połączeniu z egzotycznymi owocami, świeżymi przyprawami, orientalnymi warzywami czy sokami to prawdziwe dzieło sztuki i smakuje wyśmienicie. Kawiarnię można również zarezerwować na przyjęcia okolicznościowe.
Prowadzenie lokalu w tak specyficznym miejscu nastręcza dodatkowe problemy, między innymi z dostawami towarów lub wyposażenia, które właściciele muszą samodzielnie transportować pod drzwi lokalu. Innym utrudnieniem organizacyjnym jest ograniczona moc energii elektrycznej, której w sezonie letnim potrafi zabraknąć. Konieczne jest zapewnienie dodatkowych agregatów, które przejmują pracę podczas przerw w dostawie prądu. Pewną niedogodnością jest brak możliwości uruchomienia dodatkowych toalet dla gości. Obecnie w kawiarni są trzy kabiny. Barierą w rozbudowie zaplecza sanitarnego jest moc pomp, które odprowadzają ścieki na ląd. Zagrożeniem dla regularnej działalności są również sztormy.
– W styczniu 2017 r. przeżyliśmy duży sztorm, gdzie siła wiatru osiągała prawie 12 stopni w skali Beauforta. Całe molo znalazło się pod wodą. Fale porwały okna, lodówki, krzesła, stoły oraz inne elementy wyposażenia i wrzuciły do morza. Większość z nich musieliśmy później zbierać z plaży. Decydując się na tę lokalizację wiedzieliśmy, że może się tak zdarzyć, jednak widok był szokujący – wspomina kataklizm Ryszard Pilecki.
O sukcesie miejsca decyduje miła obsługa, atmosfera i dobra jakość. Jednak najważniejszym elementem kawiarni, który przyciąga gości jest wyjątkowa lokalizacja. Dziennie w sezonie letnim odwiedza lokal blisko tysiąc osób. 


TEKST: Paula Wendland


Najpopularniejsze