Colors: Blue Color

Długo czekałem na ten moment! Aż wreszcie okazało się, że w Warszawie nie tylko wznosi się ekscentryczne biurowce, ale też przywraca znamienne dla miasta obiekty. Związane z handlem i gastronomią, które podobnie jak pałace i muzea nadają charakter miastom. Czekanie trwało w nieskończoność, ale w tym roku zaprocentowało, i to podwójnie.

Polska uzdrowiskami stoi. Wprawdzie sporo miejscowości miało w tej dziedzinie bogate tradycje, ale w ostatnich latach nastąpił wręcz rozkwit. Brak mi wprawdzie statystycznych danych, ale funkcjonuje u nas kilkaset, a może nawet blisko tysiąc, różnego rodzaju pensjonatów, sanatoriów i hoteli SPA. W dawnych pałacach, albo w ostatnio zbudowanych, luksusowych obiektach. A tam nie tylko leczą, ale też karmią.

Z mijającym właśnie latem kończy się apogeum grillowania w ogródkach, na tarasach, a także na balkonach bloków. Pozostaje jednak w gastronomii jako zdobycz ostatnich lat. Grillowanie do tego stopnia stało się modne, że przeniosło się nawet do polityki. Stosuje się bowiem to określenie jako obrzydzanie przeciwników i w przeciwieństwie do autentycznego grilla jest wysoce niesmaczne. Mnie wszakże interesuje jako zjawisko, które ogarnęło restauracje i kuchnie domowe. Bo w przeciwieństwie do polityki jest przesmaczne.

Czegoś takiego jeszcze nie było! Restauracja przy zachowaniu wszystkich reguł – a więc pełnej tajemnicy – Loży Masońskiej. Bez żadnych szyldów, napisów, że w tym miejscu znajduje się lokal gastronomiczny. Śladu informacji! I to gdzie? We Lwowie!!! W starej kamienicy, przy Rynku Głównym nr 14. W samym sercu miasta, gdzie sporo knajpek. A ta, tylko dla wtajemniczonych, z klubową kartą w ręku. Super wytworna!

Strasznie dawno nie byłem w Walendowie pod Warszawą. Przed laty, za socjalizmu, jeździło się tam nie tylko ze względu na urok okolic Nadarzyna – lasy, stawy i rzeczkę Utratę, ale głównie na skromniutką knajpkę, ni to w budzie, ni to w baraku, w której nie tylko można było zjeść znakomite ryby, lecz również kupić żywego karpia. I to niezależnie od pory roku, a nie tylko w grudniu. Z należącej do właścicieli restauracyjki –państwa Skowrońskich – miejscowej hodowli. Rzecz, jak na owe czasy, absolutnie niezwykła!

Kiedyś nie tylko nasze karczmy słynęły z bijatyk. Nie ma też westernu, w którym nie byłoby mordobicia i strzelaniny przy barze. Z czasem się to zmieniło i w restauracjach, w ogóle w gastronomii, obowiązuje dobre wychowanie, uprzejmość i wręcz francuska elegancja. Nie tylko personelu, ale także gości. Totalną kompromitacją jest, jak ktoś obliże nóż lub zaczyna pyskować. Wszyscy patrzą na to z potępieniem. I co tu dużo mówić, po prostu kuchnia przyczyniła się do złagodzenia obyczajów.

… jeśli o nowe smaki idzie. Rewolucję mamy ogromną nie tylko w światowej, ale i w naszej gastronomii! Wielość smaków w sztuce kulinarnej – nie do zliczenia! Sporo o tym wiemy i choć przy moim stoliku o pogoni za nowymi smakami już pisałem, niemniej do tego tematu stale można wracać. Ba! Wręcz należy.

Najpopularniejsze