Wilia czyli potocznie wieczerza – a nie kolacja – w Wigilię, to znaczy w przeddzień Bożego Narodzenia, to najpiękniejsza tradycja, również kulinarna, w naszych dziejach. Kilkusetletni zwyczaj, stale obecny i o dziwo ostatnio sprzyjający tak modnym dzisiaj kierunkom gastronomicznym jak wegetarianizm, a częściowo nawet weganizm. Bo wszystkie dania tej wieczerzy muszą być postne.

Mam nadzieję, że nikogo nie zdziwi, że dziś na moim stoliku postawię trzy główne potrawy naszej narodowej kuchni. Żeby to ustalić przeprowadziłem prywatną ankietę, bo póki co nie spotkałem się z tego typu oficjalną klasyfikacją. Przepytałem więc, również telefonicznie, blisko pół setki przyjaciół oraz znajomych i otrzymałem przewidywany rezultat.

Dobrze, a właściwie niedobrze, pamiętam socjalistyczną gastronomię, kiedy nie klient, lecz kelner był naszym panem. Od niego zależało czy znajdzie się jeszcze dla nas dwie porcje ówczesnego specjału czyli brizolu nie mówiąc już o dorodnym schaboszczaku, więc możemy sobie zamówić tylko mielonego lub klopsa, robionych wtedy głównie z suchych bułek.

Podczas polowania na lokalne przyprawy lekko zboczyłam z tematu. Jednak nie aż tak bardzo, bo moją uwagę przyciągnęło chutney. Coraz częściej słyszy się o nim w najnowszych trendach kulinarnych, a tu gdzie mieszkam wrósł w kulturę gotowania i serwowania potraw niezwykle silnie. W polskiej kuchni też nie jest obcy, choć w nieco innej nucie smakowej.

Jeśli chodzi o kuchnię żydowską to nie ma w Polsce antysemityzmu. Wręcz przeciwnie. Stoliki w restauracjach żydowskich w Warszawie, nawet w tych z wyłącznie koszerną kuchnią, należy zamawiać co najmniej dzień wcześniej. A karpia w galarecie, gęsi pipek, farfelki czy cymes, zajadają ze smakiem nawet antysemici, którzy w tym przypadku zostawiają swoje poglądy za drzwiami.

Im głębiej w las tym ciekawiej się robi – lokalniej. Postanowiłam udać się w podróż, aby znaleźć składniki, które każdy kucharz w RPA z dumą włączyłby do swojej kuchni. Bowiem kuchnia dojrzewa, gdy szef zaczyna eksperymentować z rodzimymi produktami, przyprawami, aby stworzyć swój indywidualny styl. Co zatem nadaje południowoafrykański ton w kuchni?

Obojętność to jedno z najpaskudniejszych uczuć i społecznych stanów. Wszystko nam jedno i nic nas wtedy nie interesuje, zwłaszcza polityczne kłótnie, w których racje oraz argumenty przegrywają z obelgami, a powtarzane sto razy kłamstwo staje się prawdą. Zamiast sprzeciwić się, rzucamy wszystko i uciekamy do obcych krajów z lepiej płatną pracą i warunkami życia. Bo choć i u nas w niektórych specjalnościach nie bywają one gorsze, to jednak mamy dość tego co wokół, zwłaszcza w niesmacznej polityce.

Tego jeszcze nie było! Zamiast chlapnąć łyk wódki z małpki w byle bramie, można pójść do Muzeum Wódki. I tam, po zapoznaniu się z historią tego alkoholu, na zakończenie, elegancko wypić kieliszeczek. A gdzież to ? W naszym kraju, w samym centrum Warszawy, na znanej z dobrych restauracji ulicy Wierzbowej. Jakby na powitanie nowych zarządzeń dotyczących ograniczenia sprzedaży alkoholu oraz picia w miejscach publicznych.

Najpopularniejsze